Strzały przy Białym Domu. Secret Service postrzeliła uzbrojonego mężczyznę niedaleko pomnika Waszyngtona

Uzbrojony mężczyzna otworzył ogień w pobliżu Białego Domu. Secret Service odpowiedziała strzałami podczas chaosu przy Washington Monument.

Strzały przy Białym Domu. Secret Service postrzeliła uzbrojonego mężczyznę niedaleko pomnika Waszyngtona

Napięcie wokół Białego Domu ponownie gwałtownie wzrosło po dramatycznym incydencie, do którego doszło w pobliżu Washington Monument. Według informacji przekazanych przez Secret Service uzbrojony mężczyzna został postrzelony przez funkcjonariuszy po wymianie ognia niedaleko kompleksu prezydenckiego. Wszystko wydarzyło się w środku dnia, gdy okolica była pełna turystów, pracowników administracji oraz służb bezpieczeństwa patrolujących centrum Waszyngtonu. Zdarzenie rozpoczęło się około godziny piętnastej trzydzieści, gdy agenci Secret Service działający po cywilnemu zauważyli mężczyznę z widocznym zarysem broni pod ubraniem. Funkcjonariusze mieli przez chwilę obserwować podejrzanego i śledzić jego ruchy w pobliżu strefy bezpieczeństwa otaczającej Biały Dom. Następnie do akcji skierowano umundurowanych oficerów Secret Service. Według zastępcy dyrektora agencji Matta Quinna sytuacja błyskawicznie wymknęła się spod kontroli. Gdy funkcjonariusze próbowali podejść do mężczyzny, ten miał zacząć uciekać. Po chwili doszło do wymiany ognia między podejrzanym a agentami federalnymi. Świadkowie opisywali później moment chaosu, krzyków i nagłego pojawienia się licznych patroli policyjnych oraz służb ratunkowych.

Podejrzany został trafiony podczas strzelaniny i przewieziony do lokalnego szpitala. Władze nie ujawniły jego tożsamości ani szczegółów dotyczących stanu zdrowia. W czasie zdarzenia ranny został również nieletni świadek znajdujący się w pobliżu miejsca wymiany ognia. Secret Service przekazała, że obrażenia dziecka nie są poważne, ale śledczy nadal ustalają, skąd dokładnie padł strzał, który go trafił. Matt Quinn zaznaczył, że śledczy podejrzewają, iż kula mogła pochodzić z broni napastnika, jednak ostateczne ustalenia mają należeć do lekarzy i ekspertów balistycznych. Teren wokół Washington Monument został natychmiast odgrodzony przez policję i służby federalne. Secret Service apelowała do mieszkańców i turystów o unikanie okolicy podczas działań ratunkowych oraz zabezpieczania miejsca zdarzenia. W samym Białym Domu na krótko wprowadzono lockdown bezpieczeństwa. Dziennikarze znajdujący się na zewnątrz zostali szybko sprowadzeni do sali briefingowej. Donald Trump w tym czasie prowadził wydarzenie poświęcone małym przedsiębiorstwom i według informacji administracji nie przerwał spotkania mimo alarmowej sytuacji kilka ulic dalej. Obecność licznych agentów, radiowozów oraz służb specjalnych sprawiła, że centrum Waszyngtonu przez pewien czas wyglądało jak strefa operacji antyterrorystycznej.

Incydent wywołał dodatkowe napięcie, ponieważ doszło do niego zaledwie kilka dni po innej próbie ataku związanej z Białym Domem. W tamtej sprawie uzbrojony mężczyzna próbował wtargnąć na kolację organizowaną przez White House Correspondents’ Association. Napastnik posiadał broń palną oraz noże, a podczas interwencji postrzelił funkcjonariusza Secret Service. Agent przeżył dzięki kamizelce kuloodpornej i nie odniósł poważnych obrażeń. Sprawca tamtego ataku, Cole Tomas Allen, usłyszał już zarzuty federalne. Obecnie śledczy analizują, czy oba incydenty mogą mieć ze sobą jakikolwiek związek. Matt Quinn przyznał jednak podczas konferencji prasowej, że na tym etapie nie wiadomo jeszcze, czy poniedziałkowa strzelanina była wymierzona bezpośrednio w Donalda Trumpa. Funkcjonariusze badają motywy działania napastnika oraz jego wcześniejszą aktywność. W tle całej sprawy coraz częściej pojawiają się pytania o poziom zagrożenia wokół najważniejszych budynków federalnych w USA. Ostatnie miesiące przyniosły serię incydentów związanych z uzbrojonymi osobami pojawiającymi się w pobliżu obiektów rządowych. Dla części obserwatorów sytuacja zaczyna przypominać atmosferę narastającego chaosu i coraz większego napięcia politycznego w Stanach Zjednoczonych. Władze zapewniają, że bezpieczeństwo prezydenta nie zostało naruszone, ale wokół całej sprawy nadal pozostaje wiele pytań bez odpowiedzi.