Mistrz Foliarstwa 777 odpowiada Obserwatorowi.

Wirus Wścieklizny Zombie. Czy jest możliwy?!

Wszystko zaczyna się od informacji, które pojawiają się nagle i jednocześnie w wielu miejscach świata, dziwne przypadki agresji, nagłe zgony, doniesienia o chorobie przypominającej wściekliznę, ale rozwijającej się szybciej i uderzającej w zupełnie inne obszary mózgu niż dotychczas znane warianty, a oficjalne komunikaty uspokajają, że sytuacja jest pod kontrolą, choć liczby rosną w sposób, którego nie da się już ukryć i coraz więcej ludzi zaczyna zauważać, że coś się nie zgadza, że objawy nie pasują do żadnego znanego schematu, że zachowania zakażonych przypominają bardziej utratę człowieczeństwa niż chorobę, a w tle pojawia się globalna mobilizacja, szybkie decyzje, nagłe dopuszczenia nowych preparatów medycznych, które mają być odpowiedzią na kryzys i jedyną szansą na zatrzymanie rozprzestrzeniania się wirusa. Preparaty trafiają do milionów ludzi w krótkim czasie, a przekaz jest prosty, bez tego nie ma powrotu do normalności, bez tego świat pogrąży się w chaosie, więc ludzie przyjmują je masowo, nie zadając pytań, bo strach jest większy niż wątpliwości, ale gdzieś w cieniu zaczynają pojawiać się pierwsze sygnały, że coś jest nie tak, że u części osób dochodzi do dziwnych zmian, problemów z koncentracją, nagłych impulsów agresji, uczucia jakby coś ingerowało w sposób myślenia, jakby pojawiały się obce bodźce, których wcześniej nie było.

Z czasem te przypadki zaczynają się łączyć w jeden schemat, a niektórzy badacze, którzy znikają równie szybko jak się pojawiają, sugerują, że w preparatach może znajdować się coś więcej niż tylko substancja ochronna, mikroskopijne struktury, które nie są wykrywane standardowymi metodami i które mogą oddziaływać na układ nerwowy, tworząc nowe połączenia neuronowe, zmieniając sposób przekazywania impulsów w mózgu i przygotowując go na coś, co jeszcze nie zostało ujawnione. W przestrzeni informacyjnej zaczynają krążyć teorie o nanotechnologii, o strukturach zdolnych do integracji z neuronami, które pozostają uśpione do momentu aktywacji, a ta aktywacja, według nielicznych przecieków, może być powiązana z sygnałem o niskiej częstotliwości, czymś, co może zostać rozprowadzone globalnie bez wiedzy większości ludzi, czymś, co nie zostawia śladów, ale uruchamia proces, który zmienia sposób funkcjonowania mózgu w ciągu sekund.

Pierwsze incydenty są rozproszone, pojedyncze osoby wpadają w szał, tracą kontrolę, reagują agresją na wszystko wokół, jakby ich układ nerwowy został przełączony w tryb przetrwania bez żadnych ograniczeń, a potem takich przypadków zaczyna przybywać, miasta notują nagłe wzrosty przemocy, komunikacja zostaje ograniczona, a oficjalne komunikaty mówią o panice i dezinformacji, choć nagrania, które przeciekają do sieci, pokazują coś zupełnie innego, ludzi, którzy wyglądają jakby byli sterowani impulsem, który nie pochodzi od nich samych. W pewnym momencie skala zjawiska przestaje być możliwa do ukrycia, a świat, który jeszcze chwilę wcześniej wierzył, że walczy z pandemią, zaczyna rozumieć, że to był dopiero pierwszy etap, że prawdziwa zmiana następuje teraz, gdy aktywacja obejmuje kolejne regiony i kolejne populacje, a to co kiedyś było teorią zaczyna przypominać rzeczywistość, w której granica między człowiekiem a czymś nieprzewidywalnym została przekroczona bez możliwości powrotu.