Loading
Jaki kraj taki Joe Rogan. Dziwi mnie jedno, zaprasza tylu fajnych gości ludzi z ogromną wiedzą. A mimo to przyjął preparat, Ja akurat nie śledzę żadnego polskojęzycznego kanału, ten fragment wpadł mi przypadkowo. Widocznie wiedza nie idzie razem z instynktem. Co do programowania ono działa na każdym poziomie, taki sam program zastosowali od 2019... A efektem było kolejki ludzi w maskach po dramatycznie szkodliwe substancje wstrzykiwane do organizmu.
Jaki kraj taki Joe Rogan. Dziwi mnie jedno, zaprasza tylu fajnych gości ludzi z ogromną wiedzą. A mimo to przyjął preparat, Ja akurat nie śledzę żadnego polskojęzycznego kanału, ten fragment wpadł mi przypadkowo. Widocznie wiedza nie idzie razem z instynktem. Co do programowania ono działa na każdym poziomie, taki sam program zastosowali od 2019... A efektem było kolejki ludzi w maskach po dramatycznie szkodliwe substancje wstrzykiwane do organizmu.
0 Comments
0 Shares
Please log in to like, share and comment!
Ciemne siły przechyliły szalę na swoją stronę i w tej chwili wygląda to tak, jakby wygrywały. Ale powód, dla którego one ostatecznie nie wygrają, jest prosty: one nie sprawują kontroli. Nie ma znaczenia, jak wysoko się stawiają ani jak potężne same siebie uważają — nie są u władzy.
Tym, kto naprawdę sprawuje kontrolę, są istoty lub siły, które stworzyły Ziemię. Można je nazywać Wielkim Stwórcą, energią, źródłem światła — to bez znaczenia. Jeśli spojrzymy na przykład na mitologię ludu Zuni i ich mit stworzenia, to nie było tam żadnej maszyny, żadnej istoty złożonej ze śrubek i mechaniki, żadnego „komputera”. To było źródło światła, które się pojawiło.
Wiemy o tym dlatego, że Stwórca miał wysłanników — istoty, które wykonywały to, co można by nazwać „pracą fizyczną”. I to znowu jest motyw obecny u wszystkich plemion indiańskich: mit bliźniaczych wojowników, który jest częścią ich duchowej tradycji.
Najważniejsza odpowiedź na każde pytanie brzmi jednak: oni zawsze tu byli. Strażnicy i obserwatorzy byli na Ziemi od zawsze. Biali ludzie nazywają ich aniołami. Inne kultury nazywały ich inaczej, ale ich obecność jest wspólna dla całego świata.
Jedno jest pewne — oni się nie ujawniają. Nie pokazują się otwarcie. Jednak to, co obserwujemy dzisiaj, to wzrost aktywności spowodowany ogromnym chaosem i zamętem na świecie. Słyszeliście o wielu zjawiskach paranormalnych, które zaczęły się pojawiać. Niektóre z tych istot, zwłaszcza te kojarzone z tak zwanymi latającymi spodkami, potrafią przenikać przez ściany.
Istnieje wiele relacji — w wielu przypadkach prawdziwych — o obiektach latających, które wlatują w góry, jakby materia nie miała dla nich żadnego znaczenia. Dla nich to nic nie znaczy.
W świecie Zuni nazywamy ich ludźmi Raw. „Raw”, ponieważ są skrajnie nadnaturalni. Posiadają kosmiczną magię, która pozwala im zrobić wszystko. Mogą pojawić się tutaj, stanąć obok mnie, a chwilę później zniknąć i znaleźć się po drugiej stronie świata.
To jest technologia, której my jeszcze nie rozumiemy. Ale ona zawsze istniała.
Jeśli chodzi o to, co obecnie dzieje się na świecie — to jest świat stworzony przez człowieka przy pomocy ciemnych sił. A jeśli naprawdę sprowadzić to do sedna, to w świecie PBLO i w świecie Indian, z którego pochodzę, nazywa się to po prostu czarami.
Tym, kto naprawdę sprawuje kontrolę, są istoty lub siły, które stworzyły Ziemię. Można je nazywać Wielkim Stwórcą, energią, źródłem światła — to bez znaczenia. Jeśli spojrzymy na przykład na mitologię ludu Zuni i ich mit stworzenia, to nie było tam żadnej maszyny, żadnej istoty złożonej ze śrubek i mechaniki, żadnego „komputera”. To było źródło światła, które się pojawiło.
Wiemy o tym dlatego, że Stwórca miał wysłanników — istoty, które wykonywały to, co można by nazwać „pracą fizyczną”. I to znowu jest motyw obecny u wszystkich plemion indiańskich: mit bliźniaczych wojowników, który jest częścią ich duchowej tradycji.
Najważniejsza odpowiedź na każde pytanie brzmi jednak: oni zawsze tu byli. Strażnicy i obserwatorzy byli na Ziemi od zawsze. Biali ludzie nazywają ich aniołami. Inne kultury nazywały ich inaczej, ale ich obecność jest wspólna dla całego świata.
Jedno jest pewne — oni się nie ujawniają. Nie pokazują się otwarcie. Jednak to, co obserwujemy dzisiaj, to wzrost aktywności spowodowany ogromnym chaosem i zamętem na świecie. Słyszeliście o wielu zjawiskach paranormalnych, które zaczęły się pojawiać. Niektóre z tych istot, zwłaszcza te kojarzone z tak zwanymi latającymi spodkami, potrafią przenikać przez ściany.
Istnieje wiele relacji — w wielu przypadkach prawdziwych — o obiektach latających, które wlatują w góry, jakby materia nie miała dla nich żadnego znaczenia. Dla nich to nic nie znaczy.
W świecie Zuni nazywamy ich ludźmi Raw. „Raw”, ponieważ są skrajnie nadnaturalni. Posiadają kosmiczną magię, która pozwala im zrobić wszystko. Mogą pojawić się tutaj, stanąć obok mnie, a chwilę później zniknąć i znaleźć się po drugiej stronie świata.
To jest technologia, której my jeszcze nie rozumiemy. Ale ona zawsze istniała.
Jeśli chodzi o to, co obecnie dzieje się na świecie — to jest świat stworzony przez człowieka przy pomocy ciemnych sił. A jeśli naprawdę sprowadzić to do sedna, to w świecie PBLO i w świecie Indian, z którego pochodzę, nazywa się to po prostu czarami.
Ciemne siły przechyliły szalę na swoją stronę i w tej chwili wygląda to tak, jakby wygrywały. Ale powód, dla którego one ostatecznie nie wygrają, jest prosty: one nie sprawują kontroli. Nie ma znaczenia, jak wysoko się stawiają ani jak potężne same siebie uważają — nie są u władzy.
Tym, kto naprawdę sprawuje kontrolę, są istoty lub siły, które stworzyły Ziemię. Można je nazywać Wielkim Stwórcą, energią, źródłem światła — to bez znaczenia. Jeśli spojrzymy na przykład na mitologię ludu Zuni i ich mit stworzenia, to nie było tam żadnej maszyny, żadnej istoty złożonej ze śrubek i mechaniki, żadnego „komputera”. To było źródło światła, które się pojawiło.
Wiemy o tym dlatego, że Stwórca miał wysłanników — istoty, które wykonywały to, co można by nazwać „pracą fizyczną”. I to znowu jest motyw obecny u wszystkich plemion indiańskich: mit bliźniaczych wojowników, który jest częścią ich duchowej tradycji.
Najważniejsza odpowiedź na każde pytanie brzmi jednak: oni zawsze tu byli. Strażnicy i obserwatorzy byli na Ziemi od zawsze. Biali ludzie nazywają ich aniołami. Inne kultury nazywały ich inaczej, ale ich obecność jest wspólna dla całego świata.
Jedno jest pewne — oni się nie ujawniają. Nie pokazują się otwarcie. Jednak to, co obserwujemy dzisiaj, to wzrost aktywności spowodowany ogromnym chaosem i zamętem na świecie. Słyszeliście o wielu zjawiskach paranormalnych, które zaczęły się pojawiać. Niektóre z tych istot, zwłaszcza te kojarzone z tak zwanymi latającymi spodkami, potrafią przenikać przez ściany.
Istnieje wiele relacji — w wielu przypadkach prawdziwych — o obiektach latających, które wlatują w góry, jakby materia nie miała dla nich żadnego znaczenia. Dla nich to nic nie znaczy.
W świecie Zuni nazywamy ich ludźmi Raw. „Raw”, ponieważ są skrajnie nadnaturalni. Posiadają kosmiczną magię, która pozwala im zrobić wszystko. Mogą pojawić się tutaj, stanąć obok mnie, a chwilę później zniknąć i znaleźć się po drugiej stronie świata.
To jest technologia, której my jeszcze nie rozumiemy. Ale ona zawsze istniała.
Jeśli chodzi o to, co obecnie dzieje się na świecie — to jest świat stworzony przez człowieka przy pomocy ciemnych sił. A jeśli naprawdę sprowadzić to do sedna, to w świecie PBLO i w świecie Indian, z którego pochodzę, nazywa się to po prostu czarami.
Tłumaczenie filmu. Czy to też nas czeka?
Kometa z 1812 roku. Była to kometa, która przez 262 dni przecinała nasze niebo. Miała rozwidlony ogon i według relacji świadków była ognisto czerwona. To, co jest w niej dziwne, to fakt, że w czasie gdy przelatywała nad Ziemią, cały świat był pogrążony w wojnie. Francja najeżdżała Moskwę. Stany Zjednoczone były atakowane przez Brytyjczyków aż do Nowego Orleanu.
Natrafiłem też na bardzo dziwny komentarz na YouTube. Ktoś napisał, że przez 262 dni w kierunku Ziemi zmierzał czerwony meteoryt, po raz pierwszy zauważony w 1811 roku. Gdy znalazł się nad górną częścią ziemskiej płaszczyzny, eksplodował i uderzył we wszystkie miasta na Ziemi w tym samym czasie. Autor komentarza twierdził, że było to ostatnie najechanie Ziemi. Według niego oni wyglądają jak my z zewnątrz, ale wewnątrz są inni.
Gdy Napoleon we wrześniu maszerował na Moskwę, jego żołnierze umierali z powodu upału. Kiedy opuszczał Moskwę, mając przy sobie około 100 tysięcy ludzi z niemal pół miliona, temperatura wynosiła minus 222 stopnie Fahrenheita. Jego armia zamarzała na śmierć. Co mogło spowodować tak drastyczną zmianę temperatury?
W tym samym czasie dochodziło do trzęsień ziemi. Jedno potężne miało miejsce w Caracas w Wenezueli, a inne w dolinie Missisipi, znane jako trzęsienie ziemi w New Madrid. Było ono tak silne, że sprawiło, iż rzeka Missisipi zaczęła płynąć wstecz.
Dlaczego więc cały świat był w stanie wojny? Dlaczego wydawało się, że każde większe miasto płonie? I dlaczego w czasie, gdy kometa przechodziła nad Ziemią, dochodziło do trzęsień ziemi?
Kometa z 1812 roku. Była to kometa, która przez 262 dni przecinała nasze niebo. Miała rozwidlony ogon i według relacji świadków była ognisto czerwona. To, co jest w niej dziwne, to fakt, że w czasie gdy przelatywała nad Ziemią, cały świat był pogrążony w wojnie. Francja najeżdżała Moskwę. Stany Zjednoczone były atakowane przez Brytyjczyków aż do Nowego Orleanu.
Natrafiłem też na bardzo dziwny komentarz na YouTube. Ktoś napisał, że przez 262 dni w kierunku Ziemi zmierzał czerwony meteoryt, po raz pierwszy zauważony w 1811 roku. Gdy znalazł się nad górną częścią ziemskiej płaszczyzny, eksplodował i uderzył we wszystkie miasta na Ziemi w tym samym czasie. Autor komentarza twierdził, że było to ostatnie najechanie Ziemi. Według niego oni wyglądają jak my z zewnątrz, ale wewnątrz są inni.
Gdy Napoleon we wrześniu maszerował na Moskwę, jego żołnierze umierali z powodu upału. Kiedy opuszczał Moskwę, mając przy sobie około 100 tysięcy ludzi z niemal pół miliona, temperatura wynosiła minus 222 stopnie Fahrenheita. Jego armia zamarzała na śmierć. Co mogło spowodować tak drastyczną zmianę temperatury?
W tym samym czasie dochodziło do trzęsień ziemi. Jedno potężne miało miejsce w Caracas w Wenezueli, a inne w dolinie Missisipi, znane jako trzęsienie ziemi w New Madrid. Było ono tak silne, że sprawiło, iż rzeka Missisipi zaczęła płynąć wstecz.
Dlaczego więc cały świat był w stanie wojny? Dlaczego wydawało się, że każde większe miasto płonie? I dlaczego w czasie, gdy kometa przechodziła nad Ziemią, dochodziło do trzęsień ziemi?
Tłumaczenie filmu. Czy to też nas czeka?
Kometa z 1812 roku. Była to kometa, która przez 262 dni przecinała nasze niebo. Miała rozwidlony ogon i według relacji świadków była ognisto czerwona. To, co jest w niej dziwne, to fakt, że w czasie gdy przelatywała nad Ziemią, cały świat był pogrążony w wojnie. Francja najeżdżała Moskwę. Stany Zjednoczone były atakowane przez Brytyjczyków aż do Nowego Orleanu.
Natrafiłem też na bardzo dziwny komentarz na YouTube. Ktoś napisał, że przez 262 dni w kierunku Ziemi zmierzał czerwony meteoryt, po raz pierwszy zauważony w 1811 roku. Gdy znalazł się nad górną częścią ziemskiej płaszczyzny, eksplodował i uderzył we wszystkie miasta na Ziemi w tym samym czasie. Autor komentarza twierdził, że było to ostatnie najechanie Ziemi. Według niego oni wyglądają jak my z zewnątrz, ale wewnątrz są inni.
Gdy Napoleon we wrześniu maszerował na Moskwę, jego żołnierze umierali z powodu upału. Kiedy opuszczał Moskwę, mając przy sobie około 100 tysięcy ludzi z niemal pół miliona, temperatura wynosiła minus 222 stopnie Fahrenheita. Jego armia zamarzała na śmierć. Co mogło spowodować tak drastyczną zmianę temperatury?
W tym samym czasie dochodziło do trzęsień ziemi. Jedno potężne miało miejsce w Caracas w Wenezueli, a inne w dolinie Missisipi, znane jako trzęsienie ziemi w New Madrid. Było ono tak silne, że sprawiło, iż rzeka Missisipi zaczęła płynąć wstecz.
Dlaczego więc cały świat był w stanie wojny? Dlaczego wydawało się, że każde większe miasto płonie? I dlaczego w czasie, gdy kometa przechodziła nad Ziemią, dochodziło do trzęsień ziemi?
0 Comments
0 Shares
Smugi chemiczne i Blue Beam teraz rozumiesz?
Rok 1998. Trójwymiarowy wyświetlacz holograficzny oparty na niobianie strontowo-barowym. To jest praca naukowa dostępna na stronie ResearchGate, gdzie każdy może pobrać cały tekst. Ale jaki jest sens? Spójrz na to wszystko. Oni w zasadzie mówią jedno: jeśli zrobisz to z niebem, jeśli rozpylisz w atmosferze te wszystkie substancje, zobaczysz, że słońce w tle stoi nieruchomo, a chmury się poruszają. To dosłownie wygląda jak ekran kinowy.
Na takim ekranie mogą używać różnego rodzaju technologii — zarówno z góry, jak i z dołu — aby wyświetlać hologramy. I to nie jest nowa technologia. To jest stare.
Spójrz na to zdjęcie. To jest stacja FedEx. Widzisz to niebo? Wygląda bardzo znajomo, prawda? Bardzo znajomo. Spójrz na to uważnie. Czy zauważasz tam coś naprawdę dziwnego?
To absolutnie nie jest normalne. Ta kobieta nie próbuje zdobyć rozgłosu ani swoich pięciu minut sławy. To jej syn zrobił to zdjęcie. To jest szalone. Kompletnie szalone. To nie jest „nic”. Tam są idealnie równe kąty proste, kwadraty. To wygląda wręcz jak jakieś litery. Czy to jest sześcian? Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Ale ludzie mówili o takich rzeczach od lat. Ja nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem.
Widziałem wiele dziwnych rzeczy i jedno jest pewne — to nie pochodzi z kosmosu. To pochodzi z innego wymiaru. Dlaczego CERN cały czas działa, a NASA praktycznie nic już nie robi? Widzisz, o co chodzi?
Badacze z Universad Publica Dinabara stworzyli coś, co brzmi jak science fiction. Trójwymiarowy wyświetlacz, do którego można włożyć rękę. System nazywa się Flexib. Pozwala użytkownikom bezpośrednio wchodzić w interakcję z wirtualnymi obiektami unoszącymi się w przestrzeni. Bez gogli, rękawic czy kontrolerów. To zupełnie nowy sposób kontaktu z cyfrowym światem — bardziej naturalny, fizyczny.
Flexib opiera się na zasadzie wyświetlaczy wolumetrycznych z przesuwanym dyfuzorem, które rzutują dwuwymiarowe warstwy na poruszającą się powierzchnię, tworząc obraz 3D dzięki zjawisku bezwładności wzroku. W tradycyjnych systemach stosuje się sztywny dyfuzor, który uniemożliwia dotykanie obrazu. Flexib zastępuje go zestawem elastycznych pasków, przez które można włożyć ręce i manipulować obiektami.
System wykorzystuje projektor oraz oscylujące paski dyfuzora. Projektor wyświetla kolejne warstwy obrazu z dużą częstotliwością, zsynchronizowaną z ruchem dyfuzora. Elastyczna konstrukcja umożliwia bezpieczną interakcję fizyczną bez ryzyka uszkodzenia systemu lub użytkownika.
Badacze testowali różne materiały, m.in. elastan, silikon i tkaniny projekcyjne, oceniając je pod kątem jakości optycznej, sztywności, reakcji na drgania i deformacji. Najlepsze okazały się paski z poliestru i elastanu. Aby wyeliminować zniekształcenia obrazu wynikające z ruchu elastycznego dyfuzora, opracowano algorytm korekcji, który przewiduje kształt dyfuzora w danym momencie i odpowiednio modyfikuje wyświetlany obraz. Zastosowano funkcję wielomianową do korekty siatki, zachowując spójność obrazu 3D.
Flexib umożliwia interakcje takie jak chwytanie, szczypanie, popychanie, obracanie czy przesuwanie obiektów. Gesty te bezpośrednio odpowiadają naturalnym ruchom rąk. Nie ma tu abstrakcyjnych interfejsów ani pośrednich metod sterowania. To, co widzisz, dokładnie odpowiada temu, gdzie znajduje się twoja ręka.
W badaniu z udziałem 18 osób porównano Flexib z myszą 3D. Uczestnicy wykonywali zadania selekcji, śledzenia i dopasowywania obiektów. Interakcja bezpośrednia była szybsza i wymagała mniejszego wysiłku umysłowego. Dokładność była nieco niższa niż przy myszy 3D, ale większość uczestników wolała używać rąk. Wielu z nich stwierdziło, że system jest intuicyjny i nie wymaga tłumaczenia. Uczestnicy czuli się bezpiecznie, wkładając ręce w obraz. Niektórzy opisywali wrażenia dotykowe wynikające z drgań pasków dyfuzora. Inni sugerowali rozwinięcie bardziej złożonych gestów i użycie obu rąk.
Flexib może znaleźć zastosowanie w modelowaniu, wizualizacji, edukacji, grach oraz szkoleniach medycznych, np. w planowaniu operacji czy projektowaniu zespołowym. System generuje też mniej hałasu niż tradycyjne rozwiązania.
Czyli wszystko już mają. Technologia jest gotowa. Hologramy, które można zobaczyć, dotknąć, a nawet poczuć. A każdego dnia — dosłownie każdego — ładują niebo.
Rok 1998. Trójwymiarowy wyświetlacz holograficzny oparty na niobianie strontowo-barowym. To jest praca naukowa dostępna na stronie ResearchGate, gdzie każdy może pobrać cały tekst. Ale jaki jest sens? Spójrz na to wszystko. Oni w zasadzie mówią jedno: jeśli zrobisz to z niebem, jeśli rozpylisz w atmosferze te wszystkie substancje, zobaczysz, że słońce w tle stoi nieruchomo, a chmury się poruszają. To dosłownie wygląda jak ekran kinowy.
Na takim ekranie mogą używać różnego rodzaju technologii — zarówno z góry, jak i z dołu — aby wyświetlać hologramy. I to nie jest nowa technologia. To jest stare.
Spójrz na to zdjęcie. To jest stacja FedEx. Widzisz to niebo? Wygląda bardzo znajomo, prawda? Bardzo znajomo. Spójrz na to uważnie. Czy zauważasz tam coś naprawdę dziwnego?
To absolutnie nie jest normalne. Ta kobieta nie próbuje zdobyć rozgłosu ani swoich pięciu minut sławy. To jej syn zrobił to zdjęcie. To jest szalone. Kompletnie szalone. To nie jest „nic”. Tam są idealnie równe kąty proste, kwadraty. To wygląda wręcz jak jakieś litery. Czy to jest sześcian? Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Ale ludzie mówili o takich rzeczach od lat. Ja nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem.
Widziałem wiele dziwnych rzeczy i jedno jest pewne — to nie pochodzi z kosmosu. To pochodzi z innego wymiaru. Dlaczego CERN cały czas działa, a NASA praktycznie nic już nie robi? Widzisz, o co chodzi?
Badacze z Universad Publica Dinabara stworzyli coś, co brzmi jak science fiction. Trójwymiarowy wyświetlacz, do którego można włożyć rękę. System nazywa się Flexib. Pozwala użytkownikom bezpośrednio wchodzić w interakcję z wirtualnymi obiektami unoszącymi się w przestrzeni. Bez gogli, rękawic czy kontrolerów. To zupełnie nowy sposób kontaktu z cyfrowym światem — bardziej naturalny, fizyczny.
Flexib opiera się na zasadzie wyświetlaczy wolumetrycznych z przesuwanym dyfuzorem, które rzutują dwuwymiarowe warstwy na poruszającą się powierzchnię, tworząc obraz 3D dzięki zjawisku bezwładności wzroku. W tradycyjnych systemach stosuje się sztywny dyfuzor, który uniemożliwia dotykanie obrazu. Flexib zastępuje go zestawem elastycznych pasków, przez które można włożyć ręce i manipulować obiektami.
System wykorzystuje projektor oraz oscylujące paski dyfuzora. Projektor wyświetla kolejne warstwy obrazu z dużą częstotliwością, zsynchronizowaną z ruchem dyfuzora. Elastyczna konstrukcja umożliwia bezpieczną interakcję fizyczną bez ryzyka uszkodzenia systemu lub użytkownika.
Badacze testowali różne materiały, m.in. elastan, silikon i tkaniny projekcyjne, oceniając je pod kątem jakości optycznej, sztywności, reakcji na drgania i deformacji. Najlepsze okazały się paski z poliestru i elastanu. Aby wyeliminować zniekształcenia obrazu wynikające z ruchu elastycznego dyfuzora, opracowano algorytm korekcji, który przewiduje kształt dyfuzora w danym momencie i odpowiednio modyfikuje wyświetlany obraz. Zastosowano funkcję wielomianową do korekty siatki, zachowując spójność obrazu 3D.
Flexib umożliwia interakcje takie jak chwytanie, szczypanie, popychanie, obracanie czy przesuwanie obiektów. Gesty te bezpośrednio odpowiadają naturalnym ruchom rąk. Nie ma tu abstrakcyjnych interfejsów ani pośrednich metod sterowania. To, co widzisz, dokładnie odpowiada temu, gdzie znajduje się twoja ręka.
W badaniu z udziałem 18 osób porównano Flexib z myszą 3D. Uczestnicy wykonywali zadania selekcji, śledzenia i dopasowywania obiektów. Interakcja bezpośrednia była szybsza i wymagała mniejszego wysiłku umysłowego. Dokładność była nieco niższa niż przy myszy 3D, ale większość uczestników wolała używać rąk. Wielu z nich stwierdziło, że system jest intuicyjny i nie wymaga tłumaczenia. Uczestnicy czuli się bezpiecznie, wkładając ręce w obraz. Niektórzy opisywali wrażenia dotykowe wynikające z drgań pasków dyfuzora. Inni sugerowali rozwinięcie bardziej złożonych gestów i użycie obu rąk.
Flexib może znaleźć zastosowanie w modelowaniu, wizualizacji, edukacji, grach oraz szkoleniach medycznych, np. w planowaniu operacji czy projektowaniu zespołowym. System generuje też mniej hałasu niż tradycyjne rozwiązania.
Czyli wszystko już mają. Technologia jest gotowa. Hologramy, które można zobaczyć, dotknąć, a nawet poczuć. A każdego dnia — dosłownie każdego — ładują niebo.
Smugi chemiczne i Blue Beam teraz rozumiesz?
Rok 1998. Trójwymiarowy wyświetlacz holograficzny oparty na niobianie strontowo-barowym. To jest praca naukowa dostępna na stronie ResearchGate, gdzie każdy może pobrać cały tekst. Ale jaki jest sens? Spójrz na to wszystko. Oni w zasadzie mówią jedno: jeśli zrobisz to z niebem, jeśli rozpylisz w atmosferze te wszystkie substancje, zobaczysz, że słońce w tle stoi nieruchomo, a chmury się poruszają. To dosłownie wygląda jak ekran kinowy.
Na takim ekranie mogą używać różnego rodzaju technologii — zarówno z góry, jak i z dołu — aby wyświetlać hologramy. I to nie jest nowa technologia. To jest stare.
Spójrz na to zdjęcie. To jest stacja FedEx. Widzisz to niebo? Wygląda bardzo znajomo, prawda? Bardzo znajomo. Spójrz na to uważnie. Czy zauważasz tam coś naprawdę dziwnego?
To absolutnie nie jest normalne. Ta kobieta nie próbuje zdobyć rozgłosu ani swoich pięciu minut sławy. To jej syn zrobił to zdjęcie. To jest szalone. Kompletnie szalone. To nie jest „nic”. Tam są idealnie równe kąty proste, kwadraty. To wygląda wręcz jak jakieś litery. Czy to jest sześcian? Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Ale ludzie mówili o takich rzeczach od lat. Ja nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem.
Widziałem wiele dziwnych rzeczy i jedno jest pewne — to nie pochodzi z kosmosu. To pochodzi z innego wymiaru. Dlaczego CERN cały czas działa, a NASA praktycznie nic już nie robi? Widzisz, o co chodzi?
Badacze z Universad Publica Dinabara stworzyli coś, co brzmi jak science fiction. Trójwymiarowy wyświetlacz, do którego można włożyć rękę. System nazywa się Flexib. Pozwala użytkownikom bezpośrednio wchodzić w interakcję z wirtualnymi obiektami unoszącymi się w przestrzeni. Bez gogli, rękawic czy kontrolerów. To zupełnie nowy sposób kontaktu z cyfrowym światem — bardziej naturalny, fizyczny.
Flexib opiera się na zasadzie wyświetlaczy wolumetrycznych z przesuwanym dyfuzorem, które rzutują dwuwymiarowe warstwy na poruszającą się powierzchnię, tworząc obraz 3D dzięki zjawisku bezwładności wzroku. W tradycyjnych systemach stosuje się sztywny dyfuzor, który uniemożliwia dotykanie obrazu. Flexib zastępuje go zestawem elastycznych pasków, przez które można włożyć ręce i manipulować obiektami.
System wykorzystuje projektor oraz oscylujące paski dyfuzora. Projektor wyświetla kolejne warstwy obrazu z dużą częstotliwością, zsynchronizowaną z ruchem dyfuzora. Elastyczna konstrukcja umożliwia bezpieczną interakcję fizyczną bez ryzyka uszkodzenia systemu lub użytkownika.
Badacze testowali różne materiały, m.in. elastan, silikon i tkaniny projekcyjne, oceniając je pod kątem jakości optycznej, sztywności, reakcji na drgania i deformacji. Najlepsze okazały się paski z poliestru i elastanu. Aby wyeliminować zniekształcenia obrazu wynikające z ruchu elastycznego dyfuzora, opracowano algorytm korekcji, który przewiduje kształt dyfuzora w danym momencie i odpowiednio modyfikuje wyświetlany obraz. Zastosowano funkcję wielomianową do korekty siatki, zachowując spójność obrazu 3D.
Flexib umożliwia interakcje takie jak chwytanie, szczypanie, popychanie, obracanie czy przesuwanie obiektów. Gesty te bezpośrednio odpowiadają naturalnym ruchom rąk. Nie ma tu abstrakcyjnych interfejsów ani pośrednich metod sterowania. To, co widzisz, dokładnie odpowiada temu, gdzie znajduje się twoja ręka.
W badaniu z udziałem 18 osób porównano Flexib z myszą 3D. Uczestnicy wykonywali zadania selekcji, śledzenia i dopasowywania obiektów. Interakcja bezpośrednia była szybsza i wymagała mniejszego wysiłku umysłowego. Dokładność była nieco niższa niż przy myszy 3D, ale większość uczestników wolała używać rąk. Wielu z nich stwierdziło, że system jest intuicyjny i nie wymaga tłumaczenia. Uczestnicy czuli się bezpiecznie, wkładając ręce w obraz. Niektórzy opisywali wrażenia dotykowe wynikające z drgań pasków dyfuzora. Inni sugerowali rozwinięcie bardziej złożonych gestów i użycie obu rąk.
Flexib może znaleźć zastosowanie w modelowaniu, wizualizacji, edukacji, grach oraz szkoleniach medycznych, np. w planowaniu operacji czy projektowaniu zespołowym. System generuje też mniej hałasu niż tradycyjne rozwiązania.
Czyli wszystko już mają. Technologia jest gotowa. Hologramy, które można zobaczyć, dotknąć, a nawet poczuć. A każdego dnia — dosłownie każdego — ładują niebo.
0 Comments
0 Shares
0 Comments
0 Shares
0 Comments
0 Shares
Czy rok 2026 będzie dla nas przełomowy? Znak na niebie?
Dokładne wyrównanie ma nastąpić w Wielkanoc 2026 roku. Co się wtedy wydarzy? Powiedziano mi, że w tym momencie gwiazda Regulus znajdzie się dokładnie na horyzoncie, idealnie naprzeciwko Sfinksa. Ma to być chwila pojawienia się nowej wiedzy. Nie miałem pojęcia, czy coś takiego w ogóle jest możliwe, ale astronomowie sprawdzili to w swoich modelach i symulacjach i wyszło im, że rzeczywiście w Wielkanoc 2026 roku ta gwiazda wzejdzie dokładnie w tej pozycji. Od tego momentu zaczęto prowadzić zdalne postrzeganie na poziomie państwowym. Teraz słyszysz o tym wszędzie. Rok 2026 pojawia się jako kluczowa data, a 2027 jako moment, w którym ma wydarzyć się coś wielkiego. Armagedon. Te daty przewijają się w mediach, w rozmowach, w analizach. Nawet znane postacie o nich wspominają. Lou Elizondo również mówił o tym czasie. Wielu ludzi wskazuje właśnie na Wielkanoc 2026 roku.
Podałem dokładny moment Robertowi Grantowi i gdy opowiedziałem mu o tym wyrównaniu, był wstrząśnięty. Powiedział, że od lat szuka symbolicznego rubinu, który według niego należałoby umieścić między łapami Sfinksa, aby uruchomić wydarzenie zaplanowane na 2026 rok. Wtedy powiedziałem mu, że to nie jest żaden rubin, tylko gwiazda Regulus. Spojrzał na mnie i zrozumiał, że Regulus to Gwiazda Królewska. Co się wydarzy? Nie wiem. Ale możliwe, że będzie to powrót Chrystusa albo powrót Pani i całego niebiańskiego zastępu, który ma pojawić się wśród ludzi. To pierwszy raz, kiedy mówię to publicznie.
Potem narracja się zmienia. Pojawia się chaos, dezorientacja, ludzie pytają, co się dzieje, czy powinni uciekać, jak długo potrwa przestój. Pojawia się informacja, że to tylko „konserwacja świata”. Ludzie budzą się i nie pamiętają, kim są. Widzą czerwony sygnał, który wywołuje dziwne reakcje, wprowadza w trans, zatrzymuje ludzi w bezruchu. Niektórzy nazywają to sygnałem przestoju. Pojawiają się osoby podające się za obsługę techniczną, które twierdzą, że przyszły zdiagnozować problem. Zadają pytania o tożsamość, próbują uspokajać, mówią, że wszystko jest pod kontrolą.
W końcu prawda zaczyna wychodzić na jaw. Na ekranie pojawia się komunikat powitalny. Wita marzyciela i dziękuje za zakup pakietu Sleepaway, określanego jako najnowsza forma turystyki tożsamości. Sleepaway okazuje się alternatywną rzeczywistością, monitorowaną i kontrolowaną przez serwery, współdzieloną przez miliony ludzi na całym świecie. Podczas fazy REM specjalna technologia sugestii subsonicznych synchronizuje mózg użytkownika z serwerami. Mózg staje się komputerem. Użytkownik tworzy awatara lub losuje gotową postać. Każdy typ osoby jest możliwy, a jedyną zasadą jest pozostanie w roli. Człowiek żyje zupełnie innym życiem podczas snu, a po zakończeniu dnia swojej postaci budzi się do własnego życia, odświeżony i z nową perspektywą.
Wtedy pojawia się szok. Pada pytanie, czy to wszystko nie jest prawdziwe i czy dana osoba jest tylko postacią graną przez kogoś innego. Odpowiedź brzmi: tak. Tożsamość, życie i szczegóły zostały zaprojektowane przez innego użytkownika, a następnie kształtowane przez jego decyzje i wybory w tej symulacji. Całość prowadzi do wniosku, że rzeczywistość, którą uznajemy za prawdziwą, może być jedynie warstwą, snem, programem, a prawdziwe przebudzenie dopiero ma nadejść.
W kwietniu 2026 roku gwiazda!
Regulus będzie ważnym punktem na niebie, zwiastującym duchowe wydarzenia, zwłaszcza w okolicach Wielkanocy (około 26-27 kwietnia 2026), kiedy to ustawia się blisko świtu tuż przed Sfiinksem, co według niektórych interpretacji ma oznaczać napływ nowej wiedzy. Obserwacyjnie, 26 kwietnia 2026 przewidziane jest zjawisko okultacji (zakrycia) Regulusa przez Księżyc, co czyni go szczególnie interesującym celem dla miłośników astronomii.
Dokładne wyrównanie ma nastąpić w Wielkanoc 2026 roku. Co się wtedy wydarzy? Powiedziano mi, że w tym momencie gwiazda Regulus znajdzie się dokładnie na horyzoncie, idealnie naprzeciwko Sfinksa. Ma to być chwila pojawienia się nowej wiedzy. Nie miałem pojęcia, czy coś takiego w ogóle jest możliwe, ale astronomowie sprawdzili to w swoich modelach i symulacjach i wyszło im, że rzeczywiście w Wielkanoc 2026 roku ta gwiazda wzejdzie dokładnie w tej pozycji. Od tego momentu zaczęto prowadzić zdalne postrzeganie na poziomie państwowym. Teraz słyszysz o tym wszędzie. Rok 2026 pojawia się jako kluczowa data, a 2027 jako moment, w którym ma wydarzyć się coś wielkiego. Armagedon. Te daty przewijają się w mediach, w rozmowach, w analizach. Nawet znane postacie o nich wspominają. Lou Elizondo również mówił o tym czasie. Wielu ludzi wskazuje właśnie na Wielkanoc 2026 roku.
Podałem dokładny moment Robertowi Grantowi i gdy opowiedziałem mu o tym wyrównaniu, był wstrząśnięty. Powiedział, że od lat szuka symbolicznego rubinu, który według niego należałoby umieścić między łapami Sfinksa, aby uruchomić wydarzenie zaplanowane na 2026 rok. Wtedy powiedziałem mu, że to nie jest żaden rubin, tylko gwiazda Regulus. Spojrzał na mnie i zrozumiał, że Regulus to Gwiazda Królewska. Co się wydarzy? Nie wiem. Ale możliwe, że będzie to powrót Chrystusa albo powrót Pani i całego niebiańskiego zastępu, który ma pojawić się wśród ludzi. To pierwszy raz, kiedy mówię to publicznie.
Potem narracja się zmienia. Pojawia się chaos, dezorientacja, ludzie pytają, co się dzieje, czy powinni uciekać, jak długo potrwa przestój. Pojawia się informacja, że to tylko „konserwacja świata”. Ludzie budzą się i nie pamiętają, kim są. Widzą czerwony sygnał, który wywołuje dziwne reakcje, wprowadza w trans, zatrzymuje ludzi w bezruchu. Niektórzy nazywają to sygnałem przestoju. Pojawiają się osoby podające się za obsługę techniczną, które twierdzą, że przyszły zdiagnozować problem. Zadają pytania o tożsamość, próbują uspokajać, mówią, że wszystko jest pod kontrolą.
W końcu prawda zaczyna wychodzić na jaw. Na ekranie pojawia się komunikat powitalny. Wita marzyciela i dziękuje za zakup pakietu Sleepaway, określanego jako najnowsza forma turystyki tożsamości. Sleepaway okazuje się alternatywną rzeczywistością, monitorowaną i kontrolowaną przez serwery, współdzieloną przez miliony ludzi na całym świecie. Podczas fazy REM specjalna technologia sugestii subsonicznych synchronizuje mózg użytkownika z serwerami. Mózg staje się komputerem. Użytkownik tworzy awatara lub losuje gotową postać. Każdy typ osoby jest możliwy, a jedyną zasadą jest pozostanie w roli. Człowiek żyje zupełnie innym życiem podczas snu, a po zakończeniu dnia swojej postaci budzi się do własnego życia, odświeżony i z nową perspektywą.
Wtedy pojawia się szok. Pada pytanie, czy to wszystko nie jest prawdziwe i czy dana osoba jest tylko postacią graną przez kogoś innego. Odpowiedź brzmi: tak. Tożsamość, życie i szczegóły zostały zaprojektowane przez innego użytkownika, a następnie kształtowane przez jego decyzje i wybory w tej symulacji. Całość prowadzi do wniosku, że rzeczywistość, którą uznajemy za prawdziwą, może być jedynie warstwą, snem, programem, a prawdziwe przebudzenie dopiero ma nadejść.
W kwietniu 2026 roku gwiazda!
Regulus będzie ważnym punktem na niebie, zwiastującym duchowe wydarzenia, zwłaszcza w okolicach Wielkanocy (około 26-27 kwietnia 2026), kiedy to ustawia się blisko świtu tuż przed Sfiinksem, co według niektórych interpretacji ma oznaczać napływ nowej wiedzy. Obserwacyjnie, 26 kwietnia 2026 przewidziane jest zjawisko okultacji (zakrycia) Regulusa przez Księżyc, co czyni go szczególnie interesującym celem dla miłośników astronomii.
Czy rok 2026 będzie dla nas przełomowy? Znak na niebie?
Dokładne wyrównanie ma nastąpić w Wielkanoc 2026 roku. Co się wtedy wydarzy? Powiedziano mi, że w tym momencie gwiazda Regulus znajdzie się dokładnie na horyzoncie, idealnie naprzeciwko Sfinksa. Ma to być chwila pojawienia się nowej wiedzy. Nie miałem pojęcia, czy coś takiego w ogóle jest możliwe, ale astronomowie sprawdzili to w swoich modelach i symulacjach i wyszło im, że rzeczywiście w Wielkanoc 2026 roku ta gwiazda wzejdzie dokładnie w tej pozycji. Od tego momentu zaczęto prowadzić zdalne postrzeganie na poziomie państwowym. Teraz słyszysz o tym wszędzie. Rok 2026 pojawia się jako kluczowa data, a 2027 jako moment, w którym ma wydarzyć się coś wielkiego. Armagedon. Te daty przewijają się w mediach, w rozmowach, w analizach. Nawet znane postacie o nich wspominają. Lou Elizondo również mówił o tym czasie. Wielu ludzi wskazuje właśnie na Wielkanoc 2026 roku.
Podałem dokładny moment Robertowi Grantowi i gdy opowiedziałem mu o tym wyrównaniu, był wstrząśnięty. Powiedział, że od lat szuka symbolicznego rubinu, który według niego należałoby umieścić między łapami Sfinksa, aby uruchomić wydarzenie zaplanowane na 2026 rok. Wtedy powiedziałem mu, że to nie jest żaden rubin, tylko gwiazda Regulus. Spojrzał na mnie i zrozumiał, że Regulus to Gwiazda Królewska. Co się wydarzy? Nie wiem. Ale możliwe, że będzie to powrót Chrystusa albo powrót Pani i całego niebiańskiego zastępu, który ma pojawić się wśród ludzi. To pierwszy raz, kiedy mówię to publicznie.
Potem narracja się zmienia. Pojawia się chaos, dezorientacja, ludzie pytają, co się dzieje, czy powinni uciekać, jak długo potrwa przestój. Pojawia się informacja, że to tylko „konserwacja świata”. Ludzie budzą się i nie pamiętają, kim są. Widzą czerwony sygnał, który wywołuje dziwne reakcje, wprowadza w trans, zatrzymuje ludzi w bezruchu. Niektórzy nazywają to sygnałem przestoju. Pojawiają się osoby podające się za obsługę techniczną, które twierdzą, że przyszły zdiagnozować problem. Zadają pytania o tożsamość, próbują uspokajać, mówią, że wszystko jest pod kontrolą.
W końcu prawda zaczyna wychodzić na jaw. Na ekranie pojawia się komunikat powitalny. Wita marzyciela i dziękuje za zakup pakietu Sleepaway, określanego jako najnowsza forma turystyki tożsamości. Sleepaway okazuje się alternatywną rzeczywistością, monitorowaną i kontrolowaną przez serwery, współdzieloną przez miliony ludzi na całym świecie. Podczas fazy REM specjalna technologia sugestii subsonicznych synchronizuje mózg użytkownika z serwerami. Mózg staje się komputerem. Użytkownik tworzy awatara lub losuje gotową postać. Każdy typ osoby jest możliwy, a jedyną zasadą jest pozostanie w roli. Człowiek żyje zupełnie innym życiem podczas snu, a po zakończeniu dnia swojej postaci budzi się do własnego życia, odświeżony i z nową perspektywą.
Wtedy pojawia się szok. Pada pytanie, czy to wszystko nie jest prawdziwe i czy dana osoba jest tylko postacią graną przez kogoś innego. Odpowiedź brzmi: tak. Tożsamość, życie i szczegóły zostały zaprojektowane przez innego użytkownika, a następnie kształtowane przez jego decyzje i wybory w tej symulacji. Całość prowadzi do wniosku, że rzeczywistość, którą uznajemy za prawdziwą, może być jedynie warstwą, snem, programem, a prawdziwe przebudzenie dopiero ma nadejść.
W kwietniu 2026 roku gwiazda!
Regulus będzie ważnym punktem na niebie, zwiastującym duchowe wydarzenia, zwłaszcza w okolicach Wielkanocy (około 26-27 kwietnia 2026), kiedy to ustawia się blisko świtu tuż przed Sfiinksem, co według niektórych interpretacji ma oznaczać napływ nowej wiedzy. Obserwacyjnie, 26 kwietnia 2026 przewidziane jest zjawisko okultacji (zakrycia) Regulusa przez Księżyc, co czyni go szczególnie interesującym celem dla miłośników astronomii.
0 Comments
0 Shares
Została niestety ZABITA!
Autorka nagrania przedstawia dramatyczną narrację osoby, która opisuje silne napięcie i sprzeczne sygnały, jakie otrzymuje od wpływowych osób i grup w kontekście potencjalnego ujawniania poufnych informacji. Z jednej strony narrator otrzymuje nieoficjalny komunikat, że jeśli rząd USA lub inne tajne służby chciałyby go uciszyć, już dawno by to zrobiły. Brak interwencji traktuje jako ciche przyzwolenie na dalsze działania. Niektóre grupy i osoby są wręcz zniecierpliwione, że jeszcze nie podjął działań, i oczekują, aż opublikuje informacje, które mają ujawnić ważne fakty lub sekrety. Narrator opisuje, że w tej sytuacji odczuwa presję: „Zrób to, jesteś tą osobą, musisz to zrobić”.
Z drugiej strony narrator doświadcza skrajnie przeciwnych komunikatów. Inne wpływowe osoby ostrzegają go, że jego działania są niebezpieczne, a wcześniej padły już wobec niego groźby śmierci za ujawnianie takich informacji. Te ostrzeżenia przypominają mu, że może narazić życie, a ignorowanie ich oznacza ryzyko śmiertelne. Narrator używa dramatycznych opisów, np. że „powiedziano jej trzy lata temu, że zostanie zabita”, aby pokazać, jak poważne są konsekwencje niewłaściwego postępowania.
W efekcie narrator żyje w stanie ciągłego napięcia, balansując między presją, by działać, a strachem o własne bezpieczeństwo. Opisuje swoją sytuację jako stałe unoszenie się między dwoma skrajnościami: z jednej strony oczekiwania i namowy do ujawnienia informacji, a z drugiej — groźby i ostrzeżenia, że ujawnianie tych samych faktów może zakończyć się tragicznie. Ten konflikt ukazuje zarówno ogromną presję psychiczną, jaką wywiera środowisko tajnych służb i wpływowych grup, jak i dramatyczny dylemat jednostki, która staje przed decyzją między obowiązkiem ujawnienia prawdy a ryzykiem śmierci.
Autorka nagrania nie żyje.
Autorka nagrania przedstawia dramatyczną narrację osoby, która opisuje silne napięcie i sprzeczne sygnały, jakie otrzymuje od wpływowych osób i grup w kontekście potencjalnego ujawniania poufnych informacji. Z jednej strony narrator otrzymuje nieoficjalny komunikat, że jeśli rząd USA lub inne tajne służby chciałyby go uciszyć, już dawno by to zrobiły. Brak interwencji traktuje jako ciche przyzwolenie na dalsze działania. Niektóre grupy i osoby są wręcz zniecierpliwione, że jeszcze nie podjął działań, i oczekują, aż opublikuje informacje, które mają ujawnić ważne fakty lub sekrety. Narrator opisuje, że w tej sytuacji odczuwa presję: „Zrób to, jesteś tą osobą, musisz to zrobić”.
Z drugiej strony narrator doświadcza skrajnie przeciwnych komunikatów. Inne wpływowe osoby ostrzegają go, że jego działania są niebezpieczne, a wcześniej padły już wobec niego groźby śmierci za ujawnianie takich informacji. Te ostrzeżenia przypominają mu, że może narazić życie, a ignorowanie ich oznacza ryzyko śmiertelne. Narrator używa dramatycznych opisów, np. że „powiedziano jej trzy lata temu, że zostanie zabita”, aby pokazać, jak poważne są konsekwencje niewłaściwego postępowania.
W efekcie narrator żyje w stanie ciągłego napięcia, balansując między presją, by działać, a strachem o własne bezpieczeństwo. Opisuje swoją sytuację jako stałe unoszenie się między dwoma skrajnościami: z jednej strony oczekiwania i namowy do ujawnienia informacji, a z drugiej — groźby i ostrzeżenia, że ujawnianie tych samych faktów może zakończyć się tragicznie. Ten konflikt ukazuje zarówno ogromną presję psychiczną, jaką wywiera środowisko tajnych służb i wpływowych grup, jak i dramatyczny dylemat jednostki, która staje przed decyzją między obowiązkiem ujawnienia prawdy a ryzykiem śmierci.
Autorka nagrania nie żyje.
Została niestety ZABITA!
Autorka nagrania przedstawia dramatyczną narrację osoby, która opisuje silne napięcie i sprzeczne sygnały, jakie otrzymuje od wpływowych osób i grup w kontekście potencjalnego ujawniania poufnych informacji. Z jednej strony narrator otrzymuje nieoficjalny komunikat, że jeśli rząd USA lub inne tajne służby chciałyby go uciszyć, już dawno by to zrobiły. Brak interwencji traktuje jako ciche przyzwolenie na dalsze działania. Niektóre grupy i osoby są wręcz zniecierpliwione, że jeszcze nie podjął działań, i oczekują, aż opublikuje informacje, które mają ujawnić ważne fakty lub sekrety. Narrator opisuje, że w tej sytuacji odczuwa presję: „Zrób to, jesteś tą osobą, musisz to zrobić”.
Z drugiej strony narrator doświadcza skrajnie przeciwnych komunikatów. Inne wpływowe osoby ostrzegają go, że jego działania są niebezpieczne, a wcześniej padły już wobec niego groźby śmierci za ujawnianie takich informacji. Te ostrzeżenia przypominają mu, że może narazić życie, a ignorowanie ich oznacza ryzyko śmiertelne. Narrator używa dramatycznych opisów, np. że „powiedziano jej trzy lata temu, że zostanie zabita”, aby pokazać, jak poważne są konsekwencje niewłaściwego postępowania.
W efekcie narrator żyje w stanie ciągłego napięcia, balansując między presją, by działać, a strachem o własne bezpieczeństwo. Opisuje swoją sytuację jako stałe unoszenie się między dwoma skrajnościami: z jednej strony oczekiwania i namowy do ujawnienia informacji, a z drugiej — groźby i ostrzeżenia, że ujawnianie tych samych faktów może zakończyć się tragicznie. Ten konflikt ukazuje zarówno ogromną presję psychiczną, jaką wywiera środowisko tajnych służb i wpływowych grup, jak i dramatyczny dylemat jednostki, która staje przed decyzją między obowiązkiem ujawnienia prawdy a ryzykiem śmierci.
Autorka nagrania nie żyje.
0 Comments
0 Shares
Handel dziećmi handel organami! Myślę, że to jest znacznie większe, niż się ludziom wydaje. Czy to się rozrasta? Moim zdaniem ono już jest dużo większe. Dużo większe, ponieważ rozmawiałem z Timem o liczbach, które dostawał od innych ludzi, a potem poszedłem do niego i on powiedział: „Tak, te liczby są dobre i wszystko się zgadza, ale to i tak jest większe, bo istnieją inne formy tego biznesu. To, co znamy, to tylko część całości”.
Tak, dokładnie o to chodzi. Mówi się o sześciu milionach, a co najmniej dwa miliony są też wciągnięte w proceder handlu organami i inne rzeczy, o których nawet trudno mówić. To jest poziom, który wykracza poza to, na co ludzie są gotowi spojrzeć. Ci ludzie są traktowani jak bydło. Jak towar. I to jest o wiele gorsze, niż większość osób jest w stanie sobie wyobrazić albo zaakceptować.
Ale słuchajcie — problemu nie da się rozwiązać, udając, że go nie ma.
Pamiętam, jak pływałem w oceanie. Byłem wtedy na planie filmu Ridleya Scotta. Pływałem, przebijałem się przez fale i to było w pewien sposób wyzwalające. Ale w pewnym momencie pojawia się myśl: jesteś setki metrów od brzegu, głęboko w wodzie, a gdzieś tam może być żarłacz biały, który patrzy na ciebie i zastanawia się: „To foka? Co to jest?”. I myślisz tylko: „Boże, proszę, niech on wie, że jestem człowiekiem, a nie czymś do zjedzenia”.
Oczywiście rozsądek podpowiada, że masz większe szanse zginąć w katastrofie lotniczej niż w ataku rekina. Ale później byłem w Afryce Południowej i nurkowałem z żarłaczami białymi. To było fascynujące doświadczenie.
Za każdym razem, gdy byliśmy w wodzie, wrzucaliśmy głowę tuńczyka i rekin podpływał. I nigdy — ani razu — jej nie zjadł od razu. Zawsze najpierw uderzał pyskiem. Zawsze „bumpował”.
Powiedziano mi wtedy: „Jeśli jesteś w wodzie i żarłacz cię trąci, co myślisz, że on robi?”. I odpowiedź była prosta: on sprawdza, czym jesteś. Ma mały mózg. Twój mózg jest większy. Musisz być od niego mądrzejszy.
Ja na to: „Ale przecież to zwierzę waży dwie tony”. A on mówi: „Myślisz, że one rano chodzą do szkoły i analizują wagę? Nie. One reagują instynktownie”.
Zapytał mnie: „Co byś zrobił, gdyby żarłacz cię trącił?”. Odpowiedziałem, że bym się przestraszył i zaczął płynąć do brzegu. A on na to: „Wiesz, jak szybko one pływają? 40 kilometrów na godzinę. Najszybszy pływak świata nie ma z nimi szans”.
I wtedy powiedział coś kluczowego: kiedy zaczynasz panicznie chlapać wodą, wysyłasz sygnał: „zjedz mnie”. Dla rekina to ekscytujące. On nie robi tego personalnie. On po prostu je.
Ale jeśli w tym ułamku sekundy, gdy cię trąca, zaatakujesz go pierwszy — zadrapiesz oko albo chwycisz za skrzela — on odpływa. Nie chce ryzykować. Bo żarłacze białe są drapieżnikami od samego początku. W łonie matki, jeśli jest siedem młodych, przeżywa ten, który zjada pozostałe. Tak się rodzą. Tak funkcjonują.
Dlatego, kiedy nie wiedzą, czym jesteś, najpierw cię trącają, żeby zobaczyć, jak zareagujesz.
I właśnie w ten sposób trzeba o tym myśleć, gdy mówimy o dzieciach.
Tak, dokładnie o to chodzi. Mówi się o sześciu milionach, a co najmniej dwa miliony są też wciągnięte w proceder handlu organami i inne rzeczy, o których nawet trudno mówić. To jest poziom, który wykracza poza to, na co ludzie są gotowi spojrzeć. Ci ludzie są traktowani jak bydło. Jak towar. I to jest o wiele gorsze, niż większość osób jest w stanie sobie wyobrazić albo zaakceptować.
Ale słuchajcie — problemu nie da się rozwiązać, udając, że go nie ma.
Pamiętam, jak pływałem w oceanie. Byłem wtedy na planie filmu Ridleya Scotta. Pływałem, przebijałem się przez fale i to było w pewien sposób wyzwalające. Ale w pewnym momencie pojawia się myśl: jesteś setki metrów od brzegu, głęboko w wodzie, a gdzieś tam może być żarłacz biały, który patrzy na ciebie i zastanawia się: „To foka? Co to jest?”. I myślisz tylko: „Boże, proszę, niech on wie, że jestem człowiekiem, a nie czymś do zjedzenia”.
Oczywiście rozsądek podpowiada, że masz większe szanse zginąć w katastrofie lotniczej niż w ataku rekina. Ale później byłem w Afryce Południowej i nurkowałem z żarłaczami białymi. To było fascynujące doświadczenie.
Za każdym razem, gdy byliśmy w wodzie, wrzucaliśmy głowę tuńczyka i rekin podpływał. I nigdy — ani razu — jej nie zjadł od razu. Zawsze najpierw uderzał pyskiem. Zawsze „bumpował”.
Powiedziano mi wtedy: „Jeśli jesteś w wodzie i żarłacz cię trąci, co myślisz, że on robi?”. I odpowiedź była prosta: on sprawdza, czym jesteś. Ma mały mózg. Twój mózg jest większy. Musisz być od niego mądrzejszy.
Ja na to: „Ale przecież to zwierzę waży dwie tony”. A on mówi: „Myślisz, że one rano chodzą do szkoły i analizują wagę? Nie. One reagują instynktownie”.
Zapytał mnie: „Co byś zrobił, gdyby żarłacz cię trącił?”. Odpowiedziałem, że bym się przestraszył i zaczął płynąć do brzegu. A on na to: „Wiesz, jak szybko one pływają? 40 kilometrów na godzinę. Najszybszy pływak świata nie ma z nimi szans”.
I wtedy powiedział coś kluczowego: kiedy zaczynasz panicznie chlapać wodą, wysyłasz sygnał: „zjedz mnie”. Dla rekina to ekscytujące. On nie robi tego personalnie. On po prostu je.
Ale jeśli w tym ułamku sekundy, gdy cię trąca, zaatakujesz go pierwszy — zadrapiesz oko albo chwycisz za skrzela — on odpływa. Nie chce ryzykować. Bo żarłacze białe są drapieżnikami od samego początku. W łonie matki, jeśli jest siedem młodych, przeżywa ten, który zjada pozostałe. Tak się rodzą. Tak funkcjonują.
Dlatego, kiedy nie wiedzą, czym jesteś, najpierw cię trącają, żeby zobaczyć, jak zareagujesz.
I właśnie w ten sposób trzeba o tym myśleć, gdy mówimy o dzieciach.
Handel dziećmi handel organami! Myślę, że to jest znacznie większe, niż się ludziom wydaje. Czy to się rozrasta? Moim zdaniem ono już jest dużo większe. Dużo większe, ponieważ rozmawiałem z Timem o liczbach, które dostawał od innych ludzi, a potem poszedłem do niego i on powiedział: „Tak, te liczby są dobre i wszystko się zgadza, ale to i tak jest większe, bo istnieją inne formy tego biznesu. To, co znamy, to tylko część całości”.
Tak, dokładnie o to chodzi. Mówi się o sześciu milionach, a co najmniej dwa miliony są też wciągnięte w proceder handlu organami i inne rzeczy, o których nawet trudno mówić. To jest poziom, który wykracza poza to, na co ludzie są gotowi spojrzeć. Ci ludzie są traktowani jak bydło. Jak towar. I to jest o wiele gorsze, niż większość osób jest w stanie sobie wyobrazić albo zaakceptować.
Ale słuchajcie — problemu nie da się rozwiązać, udając, że go nie ma.
Pamiętam, jak pływałem w oceanie. Byłem wtedy na planie filmu Ridleya Scotta. Pływałem, przebijałem się przez fale i to było w pewien sposób wyzwalające. Ale w pewnym momencie pojawia się myśl: jesteś setki metrów od brzegu, głęboko w wodzie, a gdzieś tam może być żarłacz biały, który patrzy na ciebie i zastanawia się: „To foka? Co to jest?”. I myślisz tylko: „Boże, proszę, niech on wie, że jestem człowiekiem, a nie czymś do zjedzenia”.
Oczywiście rozsądek podpowiada, że masz większe szanse zginąć w katastrofie lotniczej niż w ataku rekina. Ale później byłem w Afryce Południowej i nurkowałem z żarłaczami białymi. To było fascynujące doświadczenie.
Za każdym razem, gdy byliśmy w wodzie, wrzucaliśmy głowę tuńczyka i rekin podpływał. I nigdy — ani razu — jej nie zjadł od razu. Zawsze najpierw uderzał pyskiem. Zawsze „bumpował”.
Powiedziano mi wtedy: „Jeśli jesteś w wodzie i żarłacz cię trąci, co myślisz, że on robi?”. I odpowiedź była prosta: on sprawdza, czym jesteś. Ma mały mózg. Twój mózg jest większy. Musisz być od niego mądrzejszy.
Ja na to: „Ale przecież to zwierzę waży dwie tony”. A on mówi: „Myślisz, że one rano chodzą do szkoły i analizują wagę? Nie. One reagują instynktownie”.
Zapytał mnie: „Co byś zrobił, gdyby żarłacz cię trącił?”. Odpowiedziałem, że bym się przestraszył i zaczął płynąć do brzegu. A on na to: „Wiesz, jak szybko one pływają? 40 kilometrów na godzinę. Najszybszy pływak świata nie ma z nimi szans”.
I wtedy powiedział coś kluczowego: kiedy zaczynasz panicznie chlapać wodą, wysyłasz sygnał: „zjedz mnie”. Dla rekina to ekscytujące. On nie robi tego personalnie. On po prostu je.
Ale jeśli w tym ułamku sekundy, gdy cię trąca, zaatakujesz go pierwszy — zadrapiesz oko albo chwycisz za skrzela — on odpływa. Nie chce ryzykować. Bo żarłacze białe są drapieżnikami od samego początku. W łonie matki, jeśli jest siedem młodych, przeżywa ten, który zjada pozostałe. Tak się rodzą. Tak funkcjonują.
Dlatego, kiedy nie wiedzą, czym jesteś, najpierw cię trącają, żeby zobaczyć, jak zareagujesz.
I właśnie w ten sposób trzeba o tym myśleć, gdy mówimy o dzieciach.
Sztuczna inteligencja będzie kontrolować wszystkie platformy systemu! Z radością ogłaszamy, że do Genai.mill dołącza kolejna firma zajmująca się modelami AI – jest nią Grock od XAI, która wystartuje jeszcze w tym miesiącu. Chcę podziękować Elonowi i jego niesamowitemu zespołowi za wspólne zaangażowanie w ten projekt.
Już wkrótce będziemy mieć wiodące na świecie modele AI na każdej nieklasyfikowanej i sklasyfikowanej sieci w całym naszym departamencie. To było od dawna potrzebne.
W tym celu, na moje polecenie, wdrażamy dziś strategię przyspieszenia rozwoju AI, która umocni nasze przywództwo w dziedzinie wojskowej sztucznej inteligencji, ustanowione w pierwszej kadencji prezydenta Trumpa. Strategia ta umożliwi eksperymentowanie, wyeliminuje biurokratyczne przeszkody, skoncentruje się na inwestycjach i pokaże podejście do realizacji, które zapewni nam przewagę w wojskowej AI oraz pozwoli jej rosnąć w siłę w przyszłości.
Już wkrótce będziemy mieć wiodące na świecie modele AI na każdej nieklasyfikowanej i sklasyfikowanej sieci w całym naszym departamencie. To było od dawna potrzebne.
W tym celu, na moje polecenie, wdrażamy dziś strategię przyspieszenia rozwoju AI, która umocni nasze przywództwo w dziedzinie wojskowej sztucznej inteligencji, ustanowione w pierwszej kadencji prezydenta Trumpa. Strategia ta umożliwi eksperymentowanie, wyeliminuje biurokratyczne przeszkody, skoncentruje się na inwestycjach i pokaże podejście do realizacji, które zapewni nam przewagę w wojskowej AI oraz pozwoli jej rosnąć w siłę w przyszłości.
Sztuczna inteligencja będzie kontrolować wszystkie platformy systemu! Z radością ogłaszamy, że do Genai.mill dołącza kolejna firma zajmująca się modelami AI – jest nią Grock od XAI, która wystartuje jeszcze w tym miesiącu. Chcę podziękować Elonowi i jego niesamowitemu zespołowi za wspólne zaangażowanie w ten projekt.
Już wkrótce będziemy mieć wiodące na świecie modele AI na każdej nieklasyfikowanej i sklasyfikowanej sieci w całym naszym departamencie. To było od dawna potrzebne.
W tym celu, na moje polecenie, wdrażamy dziś strategię przyspieszenia rozwoju AI, która umocni nasze przywództwo w dziedzinie wojskowej sztucznej inteligencji, ustanowione w pierwszej kadencji prezydenta Trumpa. Strategia ta umożliwi eksperymentowanie, wyeliminuje biurokratyczne przeszkody, skoncentruje się na inwestycjach i pokaże podejście do realizacji, które zapewni nam przewagę w wojskowej AI oraz pozwoli jej rosnąć w siłę w przyszłości.
0 Comments
0 Shares
Tu będę to rozwijać https://mystery-network.com/ To, co naprawdę ma sens, to liczba opowieści o potopach w czasach starożytnych. Kiedy zaczyna się to ogarniać i uzyskuje się pewien obraz tych wydarzeń — tego, jak przebiegały, że rzeczywiście miały miejsce i jak mogły być doświadczane przez naszych przodków — trzeba sobie uświadomić, jak to musiało być zobaczyć, że cały twój świat zostaje całkowicie zniszczony, a potem trzeba zaczynać od nowa, właściwie z jałowego, błotnistego pustkowia. Z tym w istocie mierzyli się ci ludzie, o ile w ogóle przeżyli. A jednak nieliczni oczywiście przeżyli, skoro dziś tu jesteśmy.
Znów pojawiają się dowody na ogromny upadek kultur. Gdybyś miał zgadywać — to oczywiście tylko domysł — jaki procent ludzkiej populacji został zniszczony? Połowa? Trzy czwarte? Nie sądzę, żeby to było nierealistyczne. Nie, to nie wydaje się nieprawdopodobne. A jeśli była to taka skala i tylu ludzi, to wciąż wystarczyło, by ktoś przetrwał. I jeśli rzeczywiście tak było, to mieliby oni niezwykle dziwną, wręcz mityczną przeszłość.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której warto pamiętać: we współczesnym świecie mamy zaawansowaną cywilizację — Amerykę, Niemcy, uprzemysłowione i technologicznie rozwinięte kraje — a jednocześnie współistnieją z nimi w Ameryce Południowej czy na Pustyni Namib łowcy-zbieracze. Tak więc przekonanie, że łowcy-zbieracze i zaawansowana cywilizacja mogły współistnieć w tym samym okresie historycznym, nie powinno nas dziwić, bo dokładnie to robimy dzisiaj.
Znów pojawiają się dowody na ogromny upadek kultur. Gdybyś miał zgadywać — to oczywiście tylko domysł — jaki procent ludzkiej populacji został zniszczony? Połowa? Trzy czwarte? Nie sądzę, żeby to było nierealistyczne. Nie, to nie wydaje się nieprawdopodobne. A jeśli była to taka skala i tylu ludzi, to wciąż wystarczyło, by ktoś przetrwał. I jeśli rzeczywiście tak było, to mieliby oni niezwykle dziwną, wręcz mityczną przeszłość.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której warto pamiętać: we współczesnym świecie mamy zaawansowaną cywilizację — Amerykę, Niemcy, uprzemysłowione i technologicznie rozwinięte kraje — a jednocześnie współistnieją z nimi w Ameryce Południowej czy na Pustyni Namib łowcy-zbieracze. Tak więc przekonanie, że łowcy-zbieracze i zaawansowana cywilizacja mogły współistnieć w tym samym okresie historycznym, nie powinno nas dziwić, bo dokładnie to robimy dzisiaj.
Tu będę to rozwijać https://mystery-network.com/ To, co naprawdę ma sens, to liczba opowieści o potopach w czasach starożytnych. Kiedy zaczyna się to ogarniać i uzyskuje się pewien obraz tych wydarzeń — tego, jak przebiegały, że rzeczywiście miały miejsce i jak mogły być doświadczane przez naszych przodków — trzeba sobie uświadomić, jak to musiało być zobaczyć, że cały twój świat zostaje całkowicie zniszczony, a potem trzeba zaczynać od nowa, właściwie z jałowego, błotnistego pustkowia. Z tym w istocie mierzyli się ci ludzie, o ile w ogóle przeżyli. A jednak nieliczni oczywiście przeżyli, skoro dziś tu jesteśmy.
Znów pojawiają się dowody na ogromny upadek kultur. Gdybyś miał zgadywać — to oczywiście tylko domysł — jaki procent ludzkiej populacji został zniszczony? Połowa? Trzy czwarte? Nie sądzę, żeby to było nierealistyczne. Nie, to nie wydaje się nieprawdopodobne. A jeśli była to taka skala i tylu ludzi, to wciąż wystarczyło, by ktoś przetrwał. I jeśli rzeczywiście tak było, to mieliby oni niezwykle dziwną, wręcz mityczną przeszłość.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której warto pamiętać: we współczesnym świecie mamy zaawansowaną cywilizację — Amerykę, Niemcy, uprzemysłowione i technologicznie rozwinięte kraje — a jednocześnie współistnieją z nimi w Ameryce Południowej czy na Pustyni Namib łowcy-zbieracze. Tak więc przekonanie, że łowcy-zbieracze i zaawansowana cywilizacja mogły współistnieć w tym samym okresie historycznym, nie powinno nas dziwić, bo dokładnie to robimy dzisiaj.
0 Comments
0 Shares