Od lat wokół laboratoriów biologicznych, zaginionych próbek wirusów i tajnych programów badawczych narastają teorie, które dla wielu ludzi brzmią coraz mniej jak fikcja science fiction. Szczególnie dużo emocji budzą sytuacje, gdy media informują o zagubionych próbkach patogenów, błędach dokumentacyjnych lub problemach z zabezpieczeniem materiałów biologicznych. Oficjalnie podobne incydenty tłumaczone są chaosem administracyjnym, nieprawidłowym oznaczeniem próbek lub zwykłym ludzkim błędem. Jednak w cieniu takich wydarzeń regularnie pojawia się pytanie, czy część materiałów biologicznych mogła zostać celowo wyniesiona lub przejęta przez organizacje działające poza oficjalną kontrolą państw. Hantawirus od dawna znajduje się na liście patogenów budzących zainteresowanie środowisk zajmujących się bezpieczeństwem biologicznym. Choroba kojarzona jest głównie z gryzoniami i zakażeniami naturalnymi, jednak w teoriach dotyczących bioterroryzmu coraz częściej pojawia się motyw modyfikacji wirusów lub wykorzystywania istniejących patogenów do destabilizacji społeczeństw. Zwolennicy takich teorii wskazują, że współczesny świat jest całkowicie nieprzygotowany na skoordynowany atak biologiczny obejmujący kilka państw jednocześnie. W epoce globalnych podróży i gigantycznych metropolii nawet niewielka grupa dysponująca odpowiednim materiałem biologicznym mogłaby wywołać chaos na niespotykaną wcześniej skalę. Właśnie dlatego temat zaginionych próbek wirusów regularnie powraca w mrocznych opowieściach o ukrytych zagrożeniach XXI wieku.W cieniu tych teorii coraz częściej przywoływane są filmy i seriale, które wiele lat przed współczesnymi kryzysami pokazywały światy zniszczone przez pandemie oraz biologiczne katastrofy. „12 małp” z Bradem Pittem stało się dla wielu ludzi czymś więcej niż zwykłym thrillerem science fiction. Historia organizacji wypuszczającej śmiercionośnego wirusa i doprowadzającej do upadku cywilizacji zaczęła być interpretowana jako ostrzeżenie lub symbol możliwej przyszłości świata. W mrocznych teoriach dotyczących Hollywood regularnie pojawia się przekonanie, że kino bardzo często pokazuje społeczeństwu scenariusze przygotowywane lub analizowane przez środowiska wojskowe i wywiadowcze. Nie chodzi o dosłowne przewidywanie przyszłości, lecz o oswajanie ludzi z możliwością wystąpienia określonych wydarzeń. Motyw bioterroryzmu pojawia się w dziesiątkach filmów i raportów dotyczących bezpieczeństwa globalnego. W różnych analizach przewija się przekonanie, że przyszłe konflikty mogą nie przypominać klasycznych wojen prowadzonych przy użyciu czołgów i rakiet. Znacznie skuteczniejszym narzędziem destabilizacji może okazać się niewidzialny patogen wywołujący chaos, strach i załamanie systemów państwowych. W świecie zależnym od łańcuchów dostaw, infrastruktury medycznej i cyfrowej komunikacji nawet krótkotrwały kryzys biologiczny może sparaliżować całe społeczeństwa.Coraz częściej pojawiają się również teorie mówiące o istnieniu organizacji działających poza kontrolą państw i posiadających dostęp do technologii biologicznych wyprzedzających oficjalnie znane możliwości laboratoriów. Według części autorów rozwój inżynierii genetycznej sprawił, że stworzenie lub modyfikacja niebezpiecznych patogenów nie wymaga już gigantycznych państwowych programów wojskowych. W mrocznych scenariuszach przyszłości pojawia się obraz świata, w którym biologiczne zagrożenia stają się nową formą wojny prowadzonej przez niewielkie grupy dysponujące odpowiednią wiedzą i zasobami. To właśnie dlatego temat zaginionych próbek wirusów wywołuje tak silny niepokój. Dla wielu osób największym problemem nie jest sam wirus, ale świadomość jak krucha stała się współczesna cywilizacja wobec zagrożeń niewidocznych gołym okiem. W cieniu laboratoriów, zamkniętych archiwów i tajnych projektów biologicznych coraz częściej powraca pytanie, czy świat rzeczywiście jest przygotowany na moment, w którym ktoś postanowi wykorzystać biologię jako broń zdolną zmienić historię całej ludzkości.